01.

 
Hej, siema, dzień dobry i dobry wieczór. Nie wiem, w jaki sposób powinnam zacząć swoje przywitanie a tym bardziej moje blogowanie tutaj, ale chyba najlepiej byłoby, aby w pierwszej kolejności się przedstawić ; ))
 Tak, więc mam na imię Patrycja, jestem zwykłą nastolatka, ale jak każda inna mam problemamy. Nie wiem, w jaki sposób mogę się określić. Moja historia zaczęła się dość spontanicznie. Rozpoczęło się od stopniowego wzrostu wagi. Oczywiście było to skutkiem dojrzewania i wszystkich czynników z nią związanych  Początkowo nie zwracałam na to uwagi, ale w pewnym momencie spotkałam się z sytuacją, w której mój kolega powiedział, że mnie nie podniesie, bo pewnie mnie nie uniesie.. poczułam ukucie, ale po chwili o tym zapomniałam. Później znowu przytyłam, zaczęły się słodycze, fast foody, a z moim ciałem stało się tak jak się stało. Nie byłam z niego zadowolona. Kiedy na nie patrzyłam, zdarzało mi się płakać, wtedy wracałam myślami do obraźliwych słów kolegi. To mnie przygniatało. Wiedziałam, że coś może być ze mną "nie tak". Nie wiem dlaczego, zaczęłam czytać trochę o anoreksji.. jej przyczyny, przebieg, skutki. Rozwiązywałam nawet kilka testów. Nie brakowało w nich pytań o samoocenę, ukrywanie jedzenia, spóźnienie lub brak miesiaczki. Oczywiście te pytania były dla mnie banalne, bo żadne nie tyczyło się mojej osoby. Zrozumiałam, że nie mogę być chora na anoreksję. Z czasem zapomniałam o tych testach i żyłam po prostu życiem. Spotkania z przyjaciółmi, zajęcia, dom szkoła. Któregoś dnia moja droga z przyjaciółką się rozeszła.. wiedziałam, że to była jej wina. Przykry był dla mnie fakt, że obgadywała mnie, ale po chwili doprowadziłam do tego, że dalej byłam z nią blisko. Była chudsza ode mnie. Nie znosiłam kiedy ktoś w moim towarzystwie chwalił jej figurę oraz wygląd. Często mi mówiono, że jestem taka jak ona, ale osoby z zewnątrz tego nie zauważały. To był kolejny cios. W domu stanęłam przed lustrem. Załamałam się, po raz kolejny. Zrozumiałam, że muszę coś ze sobą zrobić.. zaczęłam się "zdrowo odżywiać". Potrwało to kilka dni, później jednak stwierdziłam, że przecież wyglądam w porządku i nie powinnam się niczym przejmować. Błąd. Jadłam normalnie, funkcjonowałam.. powoli chciałam się oddalić od dawnej przyjaciółki, aby nie przypominać sobie o problemie, który być może miałam. Udało się, po czasie spotykałam się z nią, ale już bez obaw o porównywanie. Doszłam jednak do wniosku, że jestem zupełnie sama. Mój "przyjaciel" miał dziewczynę, więc nasze relacje się nieco zmieniły, on poświęcał czas jej, ona jemu. A ja byłam sama. Nie miałam z kim porozmawiać.. obwiniałam się nawet, że to sprawa tego jak wyglądam. Zaczęłam ćwiczyć, biegać, ale waga nie malała. Nie wiedziałam dlaczego. Zrezygnowałam też ze słodyczy. Uznałam, że nic mi to nie da i nie dam rady się zmienić. Minął długi okres czasu. Poznałam chłopaka, było mi dobrze, jednak zawsze nie lubiłam jak mnie nosił na rękach, czy na barana.. samo noszenie byłoby przyjemne, ale bałam się, że nadejdzie dzień, w którym nie da po prostu rady mnie podnieśc. Prosiłam, żeby mnie nie nosił, ale on nie rozumiał moich obaw. Broniłam się tekstem "ponosisz mnie jak schudnę te dwa kilo", ale on to brał chyba na żarty. Przy jakiejkolwiek kłótni, miałam myśli, że po prostu mu się już nie podobam. Czasami się okaleczałam, czasem brałam leki, żadne z moich czynów nie skończyły się niebezpiecznie. Nie chciałam się zabić, czy coś, chciałam, żeby zwrócił jakoś na siebie uwagę i chciałam to osiągnąć przez różne czyny. Potem było okey, ale ja nie byłam w porządku. Jedzenie powoli mnie przytłaczało. Raz myślałam " nie jedz, bo utyjesz, a później będziesz ryczeć", a kiedy indziej " przecież nic ci się nie stanie od jednego pączka". Od niedawna się pogorszyło. Zaczęłam zapisywać wszystkie spożyte posiłki w ciągu dnia i liczyć ich kalorie. Zawsze spożywałam ich bardzo dużo, bo jestem osobą, która prowadzi bardzo aktywny tryb życia, więc doszłam do wniosku, że jak ograniczę je do 1500 max to będzie ok. Ćwiczyłam, zaczęłam unikać jedzenia z rodzicami, czasami nawet po zjedzeniu czułam się winna, że to wszystko zjadłam. Schudłam. Na kilka dni jednak porzuciłam ten sposób życia. Od kilku dni dochodzę do wniosku, że nie chcę być brzydka, nie chce być gruba. Chcę się podobać mojemu chłopakowi, mimo że zapewnia mnie, że tak jest. Nie dopuszczę do siebie tej myśli, do czasu kiedy sama się sobie nie spodobam. I tak się zaczyna od nowa. Ćwiczę w domu, w szkole, na treningach i dodatkowo aerobiku, próbuję jeść regularnie, żeby z czasem jeść coraz mniej. Nie chcę już burczenia w brzuchu na lekcjach, bo kilku kolegów i koleżanek słyszało mój odzywający się brzuchol. Jem zdrowiej, lżej, mniej kalorycznie. Żeby moje starania nie poszły na marne zrobiłam sobie czerwoną bransoletkę, którą noszą motylki na prawej ręce. Nie wiem czy jestem jednym z motylków. Wiem na pewno, że chcę się zmienić. Dla siebie, chłopaka i innych.. mimo że nie rozumieją moich poglądów. Wiem, że muszę być ostrożna w tym co robię, bo wiadomość o moim zachowaniu nie ucieszyłaby rodziców. Od razu uznaliby mnie za chorą psychicznie i gdzieś zamknęli. Nie rozumieją, że niektórzy chcą być po prostu szczupli. Że jedzenie to dla niektórych sposób życia. Pewnie powiedzieliby że to wielka, urojona choroba, a w takim razie dlaczego otyłość taką nie jest.? Nie rozumiem, dla mnie to są dwie normalne rzeczy: albo chcemy być chudzi, albo po prostu grubi i innego wyjścia nie ma.
  A wy jak się macie.? Też macie problemy jak ja.? Zapraszam. Sama też będę w miarę możliwości śledzić wasze blogi. Koleżanki łączmy się.!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz